![]() |
ROBERT STODOLNY | ![]() |
||||||||||||||||||
| Publikacje | ||||||||||||||||||||
|
Polecam* Odnaleziony pamiętnik myśliwski: Edward Mycielski-Trojanowski >>tutaj<< * Prawdopodobnie najlepsze zdjęcia Aleksandrowa >>tutaj<< * Blog Jerzego: dla odkrywców i nie tylko >>tutaj<< |
|
|
Literacki opis dworu i parku "Znajdowali się już na teryrtorium należącym do prezesowej i właśnie Wokulski przypatrywał się rezydencji.Na dość wysokim, choć łagodnym wzgórzu wznosił się piętrowy pałac z dwoma parterowymi skrzydłami. Za nim zieleniły się stare drzewa parku, przed nim rozścielała się jakby wielka łąka, poprzecinana ścieżkami, tu i ówdzie ozdobiona klombem, posągiem albo altanką. U stóp wzgórza połyskiwała obszerna płachta wody, oczywiście sadzawka, na której kołysały się łódki i łabędzie. Na tle zieloności pałac jasnożółtej barwy z białymi słupami wyglądał okazale i wesoło. Na prawo i na lewo od niego widać było między drzewami murowane budynki gospodarskie. Przy odgłosie wystrzałów z bata, które tym razem udawały się Ochockiemu, brek po marmurowym moście zajechał przed pałac zawadziwszy tylko jednym kołem o trawnik. Podróżni wysiedli, Ochocki jednak nie oddał lejców, lecz jescze odprowadził ekwipaż do stajni. - A niech pan pamięta, że o pierwszej śniadanie! - zawołała panna Felicja. Do barona zbliżył się stary służący w czarnym surducie. - Jaśnie pani - rzekł - jest teraz w spiżarni. Może panowie pozwolą do siebie. I zaprowadziwszy ich do prawej oficyny wskazał Wokulskiemu obszerny pokój, którego otwarte okna wychodziły do parku. Po chwili wbiegł chłopiec w liberyjnej kurtce, przyniósł wody i zajął się rozpakowaniem walizy. Wokulski wyjrzał oknem. Przed nim rozciągał się trawnik ozdobiony kępami starych świerków, modrzewi, lip, poza którymi było widać lesiste wzgórza. Tuż przy oknie stał krzak bzu, a w nim gniazdo, do którego zlatywały się wróble. Ciepły wiatr wrześniowy co chwilę wpadał do pokoju siejąc w nim niepochwytne wonie. Gość patrzył na obłoki, jakby dotykające wierzchołków drzew, na snopy światła, które przepływały między ciemnymi gałęziami świerków, i było mu dobrze. Nie myślał o pannie Izabeli. Jej wizerunek, palący mu duszę, rozwiał się wobec prostych powabów natury; chore serce umilkło i pierwszy raz od dawna zaległy w nim ukojenie i cisza. Przypomniawszy jednak sobie, że jest tu z wizytą, szybko począł się ubierać. Ledwie skończył, delikatnie zapukano do drzwi i wszedł stary służący. - Jaśnie pani prosi do stołu. Wokulski udał się za nim... Minął korytarz i po chwili znalazł się w obszernym pokoju jadalnym, którego ściany do połowy były przysłonięte taflami ciemnego drzewa." [z:] Bolesław Prus, Lalka, t.2. Powyższy opis autorstwa jednego z mistrzów literatury polskiej, niemal doskonale oddaje we wszystkich detalach wygląd tutejszej rezydencji szlacheckiej, zarówno jej wnętrza, wliczając w to rozkład i wystrój pomieszczeń, jak i otoczenia. Nie wiadomo czy B.Prusa zainspirowała tutejsza budowla czy jedynie uroczy pałacyk z parkiem odzwierciedla stylistycznie ducha architektury połowy XIX w., który lekkim piórem uchwycił trafnie pisarz. Ze względu na swój urok wynikający z bogatych i gustownych zdobień, mieszkańcy miejscowości, podobnie jak to uczynił B.Prus, budowlę tą nazywają pałacykiem. Po 1945 r. łabędzie i łódki musiały ustąpić planom nowej wizji świata. Staw udostępniono na kąpiele dla miejscowej ludności. W parku rozpoczęto masowe, bezładne nasadzenia i z uroku krętych niegdyś alei pozostało niewiele lub nic. Neoklasycystyczną budowlę składającą się z czterech kolumn ustawionych w półokręgu wyburzono. Złożoność konsekwencji wynikających z bycia właścicielem przejętego majątku Białe Błota przerosła nowych gospodarzy tzn. obecny Zespół Szkół nr 1 (szkoła ogrodnicza) i władze miasta. Park przedzielono dla rozróżnienia stref wpływów płotem, dzieląc go na dwie nienaturalne części. W imię "dbałości o historyczny aspekt parku" zaprzestano pielęgnacji krzewów i drzew. Kwestię nadzoru konserwatora zabytków pomylono z koncepcją rezerwatu przyrody. Oznaczało to zaprzestanie usuwania samosiejek i nieplanowe rozrastanie się drzew. Niestety współczesne "klomby" są raczej tworami typowymi dla epoki produktów mających dawać złudzenie dobrobytu, które trafnie nazywano "wyrobami podobnymi do...". Mimo, że obecnie park jest częściowo zdziczały, to nadal swoim urokiem dawnej świetności przyciąga mieszkańców i zwiedzających. Można tu bowiem spotkać takie okazy przyrodnicze jak na przykład: tulipanowiec amerykański, kasztanowiec jadalny i ponad stupiędziesięcioletnie dęby błotne. (24 stycznia 2012 r.)
|
|||||||||||||||||